dłużej czekać. Musi przekonać szefową, że jest gotów do pracy, przynajmniej w niewielkim

W korytarzu?

poręcz. Z kozią bródką i gładko wygoloną głową, w zdecydowanie za dużej marynarce. Nieco
Tylko jej nigdy nie wybaczył i dał to jasno do zrozumienia. Nawet gdy próbowali do
Czy człowiek z krwi i kości?
znaczku. Załatwisz mi kopię wyników.
stanowiła kontrast dla geometrycznych, prostych brył wieżowców w centrum Los Angeles.
Prowadził auto instynktownie, zaciskał dłonie na kierownicy, czuł na sobie światła
Deweloper, który dorobił się majątku na boomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych,
potrącając komputer. Ekran zamigotał i pojawiło się na nim zdjęcie leżącego na biurku, martwego Josha Bandeaux. - Po co ktoś miałby próbować go zabić dwa razy? - Może to samobójstwo. Tak, wiem, wiem, nie wierzę, że Josh Bandeaux chciał popełnić samobójstwo, ale załóżmy, że tak, i zobaczmy, dokąd nas to doprowadzi - tylko teoretycznie. Może biedny Josh cierpiał na depresję, a wino i GHB działały zbyt wolno, więc chwycił za nóż. - I pociął się? Rany, od których zginął, zostały zrobione innym narzędziem, nożem chirurgicznym lub myśliwskim. - Reed nie kupował tej teorii. - Którego nie znaleźliśmy. - Przygryzła dolną wargę, studiując raport. - No i GHB. Czy to pasuje nam do układanki? - Nie. - Potrząsnęła głową i popatrzyła na ekran. - Nic nie pasuje. Jeśli został zamordowany, dlaczego morderca, który poświęcił czas, żeby upozorować samobójstwo, zostawił kieliszki, butelki, ślady po winie? - To może świadczyć albo o głupocie - odezwał się Reed - albo o bezczelności morderczyni, która gra nam teraz na nosie zadowolona, że się tak łatwo wywinęła. - Morderczyni? - powtórzyła Morrisette. - Na przykład pani Bandeaux? - Niewątpliwie jest na liście podejrzanych. - Razem z połową mieszkańców Savannah. Wygląda na to, że każdy, kto znał Bandeaux, miał z nim na pieńku - mruknęła. - Josh Bandyta był powszechnie znany. Reed nie mógł się nie zgodzić. Morrisette miała rację; byli jeszcze inni podejrzani, których trzeba zbadać. Ale mimo to wina Caitlyn Bandeaux wydawała mu się coraz bardziej oczywista. Przeczytał kopię pozwu Josha oskarżającego żonę o spowodowanie śmierci dziecka. Ohydna sprawa. Bandeaux oskarżał Caitlyn o zaniedbanie i brak odpowiedzialności. Sąsiedzi widzieli, jak wielokrotnie przychodziła do Josha; nawet pokojówka, która znalazła ciało, przysięga, że Caitlyn była regularnym gościem w jego domu. Chociaż wiedziała, że Bandeaux miał przyjaciółkę. - Czy znaleziono już Naomi Crisman? - Jeszcze nie. Jeden ze znajomych Josha mówi, że nie ma jej w kraju. Pewnie nie wie nawet o jego śmierci. - A co z wiadomościami na sekretarce i z pocztą elektroniczną? - Albo nie było żadnych wiadomości, albo zostały skasowane. - A poczta? - Wciąż szukamy, przeszukujemy także śmieci. Do tej pory wiele nie znaleźliśmy. Tylko guzik na podłodze koło biurka. Wygląda jak guzik od koszuli Bandeaux. - Urwany? - Nie, odcięty. Nitka jest równo przycięta, a nie poszarpana. Ktoś celowo go odciął i musiał to zrobić tamtej nocy. Niemożliwe, żeby Josh włożył koszulę bez guzika. - Po co ktoś miałby ucinać guzik? - Może nie udało mu się wcelować w żyłę. - A może nie - powiedział Reed, tknięty nagłą myślą. - Może ten, kto to zrobił, chciał coś wyrazić. - Na przykład? Hej, Josh, lepiej by ci było ze spinkami do mankietu? - Nie, raczej: Hej, Josh, zobacz, co mogę z tobą zrobić.
spojrzenie, które przecięłoby granit.
– Mnie tam tutaj odpowiada. A jeszcze lepiej będzie na posterunku.
Z wściekłością uderzył pięścią w kierownicę.
A to co innego. Ktoś się bawił z nim w psychologiczne gierki. Ktoś, kogo skrzywdził
koszmar. Mam tylko nadzieję, że już nie żyła, kiedy ten świr podpalał samochód.
Ale jej żołądek się buntował. I miała zawroty głowy.

Serce zabiło mu mocniej, nie wiedział, co powiedzieć. Nie miał też pojęcia, jak go znalazła, ale jedno wiedział na pewno - zamierzał uciec, zgubić się jej. Natychmiast.

Lucien uniósł brew.
- Walczyła przed śmiercią. - Santos wręczył przyjacielowi kolejne zdjęcia dokumentujące siniaki na rękach, na plecach i ramionach. - Musiała się zorientować, co jej grozi.
Liz podniosła głowę.
— Ach, tak — powiedział z uśmiechem — więc to pani była. Tak też sobie pomyślałem, gdy zobaczyłem otwarte drzwi.
usiadły przy tym samym stole, na szczęście obok siebie. Stąd lepiej widział Alexandrę.
- Nie wiem. Muszę mieć trochę czasu - powiedziała i rozłączyła się.
- Pomyślałam, że zajmując się tylko mną, po raz drugi utracisz przyjaciół.
- Przykro mi, mam przekazać do rąk własnych. Jeśli jej nie ma, zaczekam.
jesteś.
Alexandra zerwała się z krzesła.
Niedoczekanie. Musi dostać tego człowieka, powstrzymać go.
- Lucienie! - oburzyła się ciotka.
- Dlaczego?
Pan Mulins westchnął i zmiął kartkę.
zabrzęczała porcelana. - Do licha, mam przedstawić w parlamencie ustawę o taryfach. - Wstał

©2019 www.cuius.pod-ciemnosc.kaszuby.pl - Split Template by One Page Love